Loading

Wesele w Indiach w rytmie Bollywood

Wesele w Indiach w rytmie Bollywood

Jawa czy sen?

Co pomyślicie o kimś kto wstaje w nocy, wygląda przez okno i mówi, że widzi karocę i dwa białe konie? Jestem pewien, że wesele w Indiach to pierwsze skojarzenie 🙂

Bajkowa noc

Czym prędzej złapaliśmy aparaty i wybiegliśmy z pokoju hotelowego w Delhi. Było grubo po pierwszej w nocy, a naszym oczom ukazał się rozświetlony orszak i tłum ludzi. Kobiety ubrane w tradycyjne sari, obwieszone biżuterią. Pijani mężczyźni tańczący w rytm muzyki granej na żywo. Wszystko zamknięte w ramach wyznaczonych przez elektryczne lampiony, które nieśli ludzie. Kable, którymi połączone były lampy szły gdzieś za karocę, prawdopodobnie do samochodu, który dawał prąd. Całość przesuwała się powoli rozświetlając uśpione ulice.

Priya i Amit wzięli ślub.

Orszak zmierzał na salę weselną. Lekko pijany już tłum widząc nas oszalał. Ludzie porwali nas do zabawy. Zaczęły się tańce, wkładanie banknotów do ust, poklepywanie po plecach. Nie ukrywam, że sami byliśmy w szoku. Nie było czasu na wymianę myśli, na refleksje czy cała sytuacja jest dla nas bezpieczna. W końcu byliśmy prawdopodobnie jedynymi turystami na ulicy w promieniu kilku kilometrów.

 

Jak się zachować?

Robiliśmy dużo zdjęć, towarzystwo szło wesoło budząc pewnie wszystkich w mijanych hotelach. Bębny waliły, trąbki grały,a kolorowy rydwan parł naprzód. Nie znając lokalnych zwyczajów nie wiedzieliśmy jak powinniśmy się zachować. Czy brać udział aktywnie, czy pozostać jednak biernymi obserwatorami. Niby wesele, znamy zasady. Indie to jednak inna kultura. Wiemy, że w niektórych krajach uśmiech nie znaczy dokładnie to samo co u nas. Nie ma co myśleć za długo bo ominie nas zabawa. W końcu to wesele, czas zabawy, uśmiechu i tańca.

 

Wesele w Indiach jednak nie dla nas

Ostatecznie orszak dotarł do celu, którym była pięknie przystrojona sala weselna. Na miejscu zostaliśmy przez jakichś ludzi grzecznie poinformowani, że jest noc i okolica nie jest bezpieczna lepiej więc abyśmy wrócili do hotelu. Nie trudno było zrozumieć, że dalsza zabawa na koszt młodych niestety nas ominie i nasze pierwsze wesele w Indiach skończyło się na ulicy. Wróciliśmy więc do hotelu. Po drodze jakiś niewielki Hindus próbował mi ukraść aparat, ale szarpał się tak nieudolnie, że było przy tym więcej śmiechu niż strachu.