Loading

Indie – ruch drogowy i system kastowy? Przekonajmy się!

Indie – ruch drogowy i system kastowy? Przekonajmy się!

Ruch drogowy w Indiach. Przepisy to fikcja?

O POCIĄGACH i AUTOBUSACH już pisałem. Został nam jeszcze ruch samochodowy, motoriksze oraz riksze. Jakie są różnice w stylu jazdy i zasadach, które panują na ulicach w stosunku do naszego europejskiego? Powiecie, że auta mają kierownicę z prawej strony a ruch, podobnie podobnie jak w Anglii jest lewostronny. Zasadniczo tak. Poza tym są pasy ruchu, znaki drogowe i sygnalizacja świetlna. To co różni ruch drogowy w Indiach od naszego, to fakt, że nikt tam nie zwraca na to uwagi. Kierowcy aut, szczególnie taksówek, składają lusterka boczne aby samochód zajmował mniej miejsca. Dzięki temu łatwiej wciskać się w korku między inne auta. W jaki sposób w takim razie sprawdzają czy można zmienić pas? Odpowiedzią na to pytanie jest klakson. W Indiach się trąbi. Trąbienie na ulicy jest niczym alfabet morsa. To nie jest tak, że wszyscy są wściekli na zakorkowane ulice i ze złością poganiają klaksonem innych. Hindusi używają sygnałów dźwiękowych do komunikacji. Inaczej trąbisz jak chcesz zmienić pas. Inaczej trąbisz kiedy ostrzegasz. Inaczej trąbisz kiedy dajesz znać kierowcy za Tobą, że może bezpiecznie wyprzedzić. Inaczej trąbisz kiedy za coś dziękujesz. To wszystko działa idealnie. Sygnalizacja świetlna  jest jedynym respektowanym elementem przepisów, choć też nie zawsze. Podczas jednej z wizyt w Indiach kiedy jechałem taksówką w nocy przez Delhi naliczyłem 7 przejazdów na czerwonym. Tak to chyba jest, że dzień bez czerwonego to dzień stracony 🙂

Droga z lotniska stopniowo buduje napięcie

Jeśli jest to Twoja pierwsza wizyta w Indiach i lądujesz w Delhi w dzień to musisz się jakoś dostać do centrum. Najprościej taksóweczka, 20zł i w drogę. Początkowo piękna szeroka trzypasmowa trasa. Już tutaj nikt nie zwraca uwagi na pasy ruchu. Jest jednak jeszcze cicho. Klaksony zaczynają gadać kiedy zbliżamy się do miasta i zaczyna się korek. Zresztą zobaczcie sami jak w skrócie wygląda droga z lotniska:

Od rana do wieczora

Miasto nigdy nie zasypia. Czasem po prostu mniej trąbią. Muszę przyznać, że w centrum są przejścia dla pieszych i da się w miarę bezpiecznie przekroczyć jezdnię. W innych miejscach jest to po prostu żywy organizm. Krwioobieg do którego trzeba umieć się włączyć. Tajemnica bezpieczeństwa na ulicach polega na płynności. Nikt nie szarżuje. Nikt nie przyspiesza gwałtownie ani gwałtownie nie hamuje. Wszystko odbywa się jak w tańcu. Płynnie, powoli. Ktoś zrobił miejsce, ktoś inny zaraz je zajmuje. Samochody, motoriksze, riksze rowerowe i piesi współgrają w tym wszystkim wspaniale 🙂

 

Motorikszą po mieście

Motoriksza jest fajnym środkiem transportu na miejskie średnie dystanse. Jeśli nie mamy dużego bagażu to fajnie jest choć raz przeżyć taką podróż. W środku jest co prawda ciasno i niezbyt wygodnie, a do tego nie ma ucieczki od spalin i pyłu. W systemie miejskich kast drogowych motoriksza ustępuje samochodom. Świat miejskiej dżungli rządzi się takimi samymi prawami jak natura. Większy ma pierwszeństwo. Z kierowcami trzeba się mocno targować. Motoriksza jest tańsza niż taksówka i trzeba o tym pamiętać. W zależności od pory dnia i konkurencji poziom trudności w zbijaniu ceny rośnie. Niekiedy trzeba udać złego i odejść z obrażoną miną, potem wrócić, albo czekać aż kierowca zawoła i wtedy to on z obrażoną miną akceptuje naszą cenę. Walka w tym środowisku nigdy się nie kończy.

 

Ostatni w łańcuchu

Na samym końcu miejskiego łańcucha pokarmowego jest tradycyjna riksza rowerowa. Ci najmniejsi (poza pieszymi), muszą ustępować zarówno motorikszom jak i samochodom. Jazda rikszą jest najtańsza, a kierowcy są najbiedniejsi. Bardzo często riksza nie jest nawet ich własnością a oni są jedynie pracownikami. Tutaj tez trzeba się targować. Każdy ciągnie w swoją stronę. Rikszarz chociaż biedny, nie ma sentymentów. Targujemy więc cenę przejazdu ze 2.80zł na 1.50zł. Z europejskiego punktu widzenia powiecie pewnie, że o takie pieniądze to wstyd się targować. To prawda. Jesteśmy jednak w Indiach. Panują tu inne zasady. Silniejszy wygrywa, a każdy próbuje z tej walki wyciągnąć dla siebie ile się da. I zobaczycie, jak odpuścicie i zapłacicie drogo, to rikszarz w połowie drogi powiem wam, że nie ma już siły i dalej macie iść na piechotę 🙂 Tak już jest, że należy przyjąć zasady obowiązujące na danym terenie, więc targujemy bezwzględnie.