Loading

Etap pierwszy – lądowanie w Nairobi

Etap pierwszy – lądowanie w Nairobi

Lądowanie w Nairobi

Lądowanie i odprawa w Nairobi przebiegła bez zakłóceń. Przy wyjściu do hali przylotów zaatakowała grupa naganiaczy proponujących „najtańszy” transport do centrum. Co zrobisz gdy wysiadasz w nieznanym sobie miejscu i czujesz na sobie wzrok polujących na Tego-Który-Jest-Tu-Pierwszy-Raz-I-Na-Pewno-Nie-Wie-Dokąd-Iść? Stary numer – trzeba sprawiać wrażenie, że przyjeżdża się tam co roku i doskonale wie którędy do wyjścia. Więc ja na pewniaka w lewo, podziękowałem naganiaczom i akurat trafiłem na kantor banku Barclays, gdzie przy okazji wymiany waluty spytałem o normalną cenę taxi do centrum. Wtedy mogłem spokojnie wrócić i negocjować cenę transportu.

Nairobi

Co dalej?

Plan zakładał, aby dostać się do Burundi przez Ugandę i Rwandę. Został mi polecony autobus Akamba Coach. Po kupieniu biletu na przejazd nocny miałem niemal cały dzień do dyspozycji. Poprosiłem więc taksówkarza o imieniu Thomas, aby pokazał mi miasto, bazar, oraz knajpy z lokalnym jedzeniem. Nie ma się co rozwodzić nad Nairobi. To brzydkie, szare, zatłoczone i niebezpieczne miasto, które najlepiej jak najszybciej opuścić.

Obiad

Thomas pokazał fajną knajpę gdzie można jeść na dachu-tarasie, podobnym do tych w Katmandu. Przed złożeniem zamówienia, obowiązkowo wszyscy podchodzą do specjalnej długiej umywalki i dokładnie myją mydłem ręce. W Afryce dbanie o higienę to podstawa. Tym bardziej, że większość posiłków je się rękoma. Zamówiłem porcję koźliny z sosem oraz ugali – rodzaj lokalnego chleba kukurydzianego. Jest to miękka masa która służy również za sztućce. Odrywamy ręką kawałek ugali, formujemy „łyżeczkę” i maczając nakładamy mięso oraz sos. Tak jedzą miejscowi. Oczywiście jest dostęp do tradycyjnego noża i widelca.

 

Bazar

Miejski bazar z pamiątkami nie prezentuje niczego szczególnego. Nie ma wielkiego ruchu, pomijając, że w całym Nairobi niewielu widziałem białych. Można tam kupić sporo towarów wykonanych ręcznie takich jak kolczyki, figurki, maski, akcesoria dekoracyjne, ceramikę. I oto kolejny haczyk! Niektóre rzeczy są bardzo ładne. Kojarzą się z dziką Afryką, plemionami. Jednak większość z nich pochodzi z Chin. Jeżeli ktoś był w Kambodży, na pewno spotkał dzieciaki sprzedające bransoletki za „one dollar”. Przy twardych negocjacjach da się kupić i 5 sztuk za dolara. Jakie było moje zdziwienie gdy na bazarze w Nairobi zobaczyłem dokładnie takie same. To samo dotyczy towarów wykonanych z tzw. soap stone. Miękkiego kamienia, przypominającego ceramikę. Talerze, misy, bogato zdobione w afrykańskie motywy, są spotykane we wszystkich  krajach Afryki środkowo-wschodniej. Nikt mnie nie przekona, że to nie jest chińskie.

Na co uważać w Nairobi – Podstawa miejsc takich jak Nairobi to uważać na cenne rzeczy. Aparat fotograficzny trzymać mocno i blisko przy sobie.

Nie robić zdjęć mieszkańcom bez pozwolenia. Może się to źle skończyć. Mieszkańcy Afryki żyją w pogoni za pieniędzmi. Za wszystko, nawet najdrobniejszą pomoc trzeba zapłacić. Jeżeli robisz zdjęcie twarzy, to miejscowy pomyśli, że po powrocie do Europy sprzedasz to zdjęcie, a on z tego nic nie dostanie.

Odjazd z Nairobi

Wieczorem pożegnałem Thomasa i czekałem w wyznaczonym miejscu na podstawienie autobusu. Powoli zaczynałem się przyzwyczajać, że widok białego jest rzadki. Ok. 19:30 po krótkiej rewizji wsiadłem do autobusu. Polskie standardy autobusowe to przy afrykańskich to luksus. Aż się dziwię, że są one w stanie nadal przejeżdżać tyle kilometrów. Jeżeli chcesz wykupić miejsce przy oknie, bo spodziewasz się widoków i fajny ujęć zdjęciowych, musisz liczyć się z tym, że podczas podróży w nocy będzie wiał zimny wiatr przez szczeliny w oknach. Podczas mojej podróży zaczął padać deszcz. Więc nie dość, że zimno, to jeszcze cała lewa nogawka i rękaw mokre. Krótko mówiąc, nigdy nie bierz miejsca przy oknie, a jeżeli autobus będzie pełny to zawsze ktoś się zamieni na chwile, aby umożliwić zrobienie zdjęcia. Podróż trwała około 14 godzin, więc szybko udało się nawiązać znajomość z sąsiadami i wysłuchać ich historii.