Loading

Indie – Klasztor Pemayangtse w Sikkimie – Jak brzmi prawdziwa buddyjska puja?

Indie – Klasztor Pemayangtse w Sikkimie – Jak brzmi prawdziwa buddyjska puja?

Klasztor Pemayantse – puja zapis audio (naciśnij play) 🙂

Droga na szczyt.

Tym razem kierunek klasztor! 🙂 Podczas pobytu w Sikkimie, w północno-wschodnich Indiach zatrzymaliśmy się w niewielkim miasteczku Pelling. Będąc w tej okolicy nie sposób nie odwiedzić jednego z najstarszych (XVIIIw) klasztorów w Sikkimie. Ten stan jest usiany świątyniami niczym Wilno kościołami, ale Pemayangtse to główna sikkimska świątynia tradycji Ningma – jednego z czterech odłamów buddyzmu tybetańskiego. Byliśmy bardzo ciekawi co zastaniemy na miejscu. Czy będziemy mogli wejść do środka, a może nawet zobaczyć mnichów w akcji 🙂

 

Początek iście buddyjski, bo droga, jak to w życiu, prowadziła pod górę. Na osłodę pozostała nam po drodze mała piekarnia o nazwie Lotus, którą od lat prowadzi przemiły Pan piekarz. Zaopatrzeni w bułeczki ruszyliśmy dalej. Po drodze mijaliśmy znaki mówiące o tym, że Budda nie życzy sobie aby na jego terenie palić papierosy.

piekarnia Lotus

piekarz, pelling

Trasa kręta, bo świątynia zlokalizowana jest na wzgórzu. Po drodze spokojnie, czasem przejedzie jeep, czasem przejdzie ktoś z koszem pełnym roślin na paszę dla zwierząt. Mantry wyryte w kamieniach oraz niezliczona ilość buddyjskich flag modlitewnych  dawały pewność, że idziemy w dobrym kierunku i klasztor jest blisko.

pelling

pelling

Atak szczytowy – jesteśmy na miejscu.

Nie ma znaczenia, że to tylko 2000 n.p.m. Nie ma znaczenia, że droga równa i asfaltowa. Wystarczyło, że pod górę. Bułeczki szybko zostały zjedzone, siły wróciły i mogliśmy rozejrzeć się po okolicy. Widok wspaniały, bo jakim cudem w takim miejscu nie ma poza nami więcej turystów? Jest wprawdzie kasa biletowa oraz sklepik z pamiątkami, ale poza tym jesteśmy tam tylko my i klasztor.

pemayangtse montastery klasztor

Puja

Niestety nie ma pozwolenia na robienie zdjęć wewnątrz świątyni. Naszą uwagę przykuł za to dźwięk dobiegający ze środka. Mantry, dzwonki, trąby przyciągały jak magnes. Weszliśmy i usiedliśmy aby poczuć atmosferę miejsca. Wrażenia nie da się wyrazić słowami. Zapis audio który udostępniam na początku wpisu nigdy nie odda w pełni tego co można poczuć tam na miejscu. Brakuje widoku, zapachu, zimnej podłogi i największych gór świata. Najbardziej cieszy mnie jednak, że nikt nas nie zaczepiał. Nikt nie próbował nic sprzedać. Nie było efektownych ceremonii na pokaz, pod turystów. Była za to całkiem spora grupa mnichów, która od lat, od pokoleń, codziennie praktykuje, medytuje i mantruje. To było tak prawdziwe, że na pewno tam jeszcze wrócimy 🙂

pemayangtse

pemayangtse

pemayangtse

pemayangtse

pemayangtse

pemayangtse