Loading

Trasa Tashiding – Kathmandu lądem. Daleko jeszcze?

Trasa Tashiding – Kathmandu lądem. Daleko jeszcze?

Trasa Tashiding – Siliguri – 120km

Plan był prosty. Chcieliśmy przejechać z Tashidingu w północno-wschodnich Indiach do Kathmandu w Nepalu. Trasa wynosi około 600 km, mniej więcej tyle, co z Krakowa do Gdańska. Jadąc autostradą, dobrym autem przejedziemy ten dystans w około sześć godzin. W Indiach „highway” widnieje jedynie na mapach Googli.

Ale po kolei:

Do jeepa w Tashidingu wsiedliśmy około 8 rano. W stanie Sikkim to podstawowy środek transportu. Nie kończące się serpentyny, droga w połowie asfaltowa, w połowie szutrowa. Tam gdzie spadły kamienie, trwają prace remontowe. Jeep spełnia funkcję „shared taxi” czyli płacimy za miejsce i jedziemy. Po drodze jedni wysiadają, inni wsiadają. Do dyspozycji jest jedno miejsce koło kierowcy oraz dwie kanapy. Na każdej z kanapie zmieści się troje Europejczyków, albo czworo Hindusów. Pech chciał, że robiliśmy za Hindusów i razem z nami w Jeepie jechało w sumie 10 osób.

Wrażenia

Pierwszy odcinek kończył się w mieście Siliguri. 120km przejechaliśmy w 5  godzin. Na normalnej drodze taki ścisk w aucie nie byłby tragedią. Być może pamiętacie wakacyjne wyprawy maluchem –  5 osób z bagażami, do tego pies, kot i nikt nie umierał. Nasza trasa miała dwa istotne minusy: wertepy i serpentyny. Wertepy powodują, że rzuca Cię po aucie. Uderzasz głową w sufit, ocierasz się o innych. Mój sąsiad po prawej miał na sobie gryzący sweter i już po 2 godzinach jazdy miałem dosyć. Serpentyny natomiast wykańczają ludzi z chorobą lokomocyjną. Przed nami przy oknie siedziała matka z dzieckiem. Dziecko małe, na kolanach, zaczęło wymiotować w jakąś szmatę. Matka też nie wytrzymała długo. Jak tylko zobaczyłem co się święci krzyknąłem „zamknij okno!”. Gdyby nasze okno pozostało otwarte to wszystko co wyleciało z przodu, wpadło by do nas z tyłu 🙂

Sikkim

Pelling, Sikkim

ganesha

jeep

jeep

riksha

my motoriksha

Trasa Siliguri – Kakbhitta – 30km

Gdy już dotarliśmy do Siliguri i rozprostowaliśmy kości było już po 13:00. Rikszą dostaliśmy się do busa jadącego do granicy. Musieliśmy poczekać do 15:00 aż zbierze się komplet i ruszyliśmy. Trasa tym razem lepsza. 2 godziny jazdy po asfalcie, ale żeby nie było tak kolorowo doszedł element stresu. W Indiach nie funkcjonują zasady ruchu drogowego. Każdy jedzie jak chce. Kierowcy składają boczne lusterka, bo i tak z nich nie korzystają. Wykształcili sobie własny system komunikacji na drodze oparty na klaksonie. Wszyscy jadą środkiem na długich światłach – przecież długie świecą lepiej. Mijają się w ostatniej chwili, wyprzedzają trąbiąc w określony sposób. Cała droga przypomina organizm,  który o dziwo działa!

rodzina

warzywniak

Granica Indie – Nepal – odprawa

Przed 17:00 dotarliśmy do granicy z Nepalem. Biegiem do odprawy, bo ktoś nam powiedział, że o 17:00 odjeżdżają ostatnie autobusy, a nie uśmiechało nam się nocować w przygranicznym mieście. W biegu przechwycił nas jakiś naganiacz i wsadził do busa. Kierowca krzykiem pogonił na tył i tak usiedliśmy. Pro tip of the day: NIGDY nie siadajcie na końcu autobusu. To są stare graty z kiepskim zawieszeniem, a na wybojach ci z tyłu tracą kontakt z siedzeniem i walą głową w sufit. Teraz już to wiemy 🙂

trasa - Nepalski Bus

autokar

Trasa Kakarbhitta – Kathmandu – 460km

Kilka minut po 17:00 autobus ruszył. Planowany czas dojazdu do Kathmandu to około 4-5 w nocy w zależności od sytuacji na drodze. Oznaczałoby to, że cała podróż od rana zajęłaby około 20 godzin. Pech chciał, że nasze miejsca były dokładnie pod wielkim głośnikiem. Nepalczycy lubią muzykę i puszczają ją zawsze najgłośniej jak się da. A najgłośniej oznacza tyle, że mając w uszach własne słuchawki i telefon głośno na max, nie słyszałem za dużo. Po drodze autobus zatrzymuje się na przystankach zabierając kolejnych pasażerów i różne towary. Obok nas usiedli ludzie którzy przewozili butlę gazową. Nie była ona w żaden sposób zabezpieczona i tłukła się na wybojach. Właściciel z nogą na butli spokojnie palił papierosa w trakcie jazdy.

Po drodze mijaliśmy wypadek samochodowy oraz niezliczoną ilość remontów drogi po zimie. Finał był taki, że zamiast o 5 nad ranem, dotarliśmy do Kathmandu o 15:00. Oznacza to, że 600km przejechaliśmy w 31 godzin. Nie pytajcie w jakim stanie fizycznym i psychicznym wtedy byliśmy 🙂